Ręce do góry po rekonstrukcji cyfrowej

poniedziałek, 19 października 2015

Ręce do góry

„Szerokiej drogi!” – usłyszał Jerzy Skolimowski z ust partyjnego dygnitarza od kultury, z którym próbował negocjować dopuszczenie filmu na ekrany. I temu życzeniu stało się zadość: reżyser, po tym, jak cenzura posłała jego obraz na półkę, opuścił Polskę, rozpoczynając europejski rozdział swojej kariery. Do filmu –  po kilkunastu latach – jednak wrócił, odbywając, wzorem swoich bohaterów, podróż w czasie. Podobną odbyć będą mogli widzowie w poniedziałek, 19 października, o godz. 19.00 w warszawskim kinie Kultura, gdzie odbędzie się premiera zrekonstruowanego cyfrowo filmu Jerzego Skolimowskiego Ręce do góry (1967). Organizatorami pokazu są Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Narodowy Instytut Audiowizualny, Studio Filmowe KADR, Studio Filmowe TOR, Studio Filmowe Zebra i Cyfrowe Repozytorium Filmowe, a jego specjalnymi gośćmi ekipa filmu, w tym Jerzy Skolimowski, Witold Sobociński i Andrzej Kostenko.

Ręce do góry  Ręce do góry

 „Jest to najszczerszy film, jaki w życiu wykonałem” – wyznał reżyser. Gdyby – zamiast na półki – zaraz po realizacji trafił na ekrany (i na festiwal w Wenecji, z którego go wycofano), byłby jednym z pierwszych filmów rozrachunkowych, rozliczeniem pokolenia ZMP z przypadającą na czasy stalinowskie młodością. Do niej – dzięki symbolicznej podróży stojącym na bocznicy pociągiem towarowym – wracają filmowi bohaterowie, niegdysiejsi koledzy z medycyny: Alfa (Joanna Szczerbic), jej mąż Romeo (Adam Hanuszkiewicz), Opel Rekord (Tadeusz Łomnicki), Wartburg (Bogumił Kobiela) i Zastawa (Jerzy Skolimowski), którzy spotykają się na balu z okazji 10-lecia ukończenia studiów. Wspólna zabawa to pretekst do wspomnień i życiowych bilansów: kim byliśmy? Kim jesteśmy? Pytań, które – 14 lat po realizacji filmu – zadał też sobie sam reżyser, dopisując kamerą do swojego, uwolnionego w sezonie Solidarności, „półkownika”, osobisty wstęp, rodzaj dziennika, dodatkowo wzmacniającego jego nowatorską formę. Pytań, które – niemal 35 lat po spóźnionej premierze – pozostają aktualne i zadają je sobie kolejne pokolenia niegdysiejszych młodych.  

 

Powrót do strony głównej